Recenzja gry: Shadow Warrior 2
Shadow Warrior 2 to FPS wydany w 2016 roku przez polskie studio Flying Wild Hog i jest kontynuacją pierwszej części z 2013 roku (oraz odświeżeniem oryginału z 1997 roku). Gra została wydana na komputery, Xbox One oraz PlayStation 4. Cena gry na chwilę obecną na platformie Steam oraz GOG oscyluje w okolicach 150 zł (aczkolwiek może się to wkrótce zmienić, gdyż w 2021 roku zapowiedziane jest wydanie Shadow Warrior 3).
Wracamy do przygód naszego jajcarskiego, ironicznego i najprawdopodobniej najlepiej opłacanego najemnika w świecie, który po Zderzeniu (ostatecznej walce pomiędzy ludźmi a demonami) próbuje w miarę wrócić na „normalny” tor. Jest to człowiek, który z uśmiechem na twarzy rozwala na części pierwsze wszelkie potwory, które wejdą mu w drogę, podziwiając, jak ich flaki latają w powietrzu (a czasami przez bugi w grze faktycznie w tym powietrzu potrafiły utknąć).
Jak w pierwszej części z 2013 naszym towarzyszem przez całą podróż był Hoji, któremu pomagaliśmy uratować świat demonów, tak teraz znów do naszej głowy (bez naszej zgody) wciśnięta zostaje Kamiko — jedna z pracownic Zilli (tak, tego dziada, który kiedyś był naszym szefem), która przez eksperymenty swojego szefa była bliska śmierci. Na szczęście rozdzielenie duszy od ciała spowodowało, że jesteśmy w stanie jakoś jej pomóc. Naszym zadaniem więc jest odnaleźć jej ciało i z nim wygrać (gdyż po drodze nieco się zmutowało), by móc przywrócić Kamiko pierwotną formę.
Pierwsza rzecz, która może nas miło zaskoczyć w porównaniu do poprzedniej części to fakt, że mamy tutaj większą możliwość samodzielnego podejmowania decyzji. Jak w Shadow Warrior mieliśmy w zasadzie liniową fabułę i dość ograniczone lokacje, tak w Shadow Warrior 2 dostajemy sporą mapę, na której pojawiają nam się misje główne, misje poboczne oraz zlecenia. Dlatego to wyłącznie od nas zależy, w jakiej kolejności będziemy przechodzić historię Lo Wanga.
Druga sprawa, która mnie mocno urzekła w tej części gry, to fakt, że każda z lokacji, do których się przenosimy, jest na tyle duża, że można się w niej zgubić (tak, zdarzyło mi się to kilkukrotnie), a prócz tego może nas ominąć sporo ciekawych rzeczy czy postaci do ubicia (a przecież im więcej mordu, tym lepiej). Dlatego też osobiście musiałam większość misji przechodzić drugi raz, gdyż pomimo zrealizowania głównego zadania w misji, nie miałam okazji napotkać się na bossa lokacji, który był chyba w każdej możliwej misji pobocznej (a ich lista dostępna jest w spisie achievementów).
Kolejną rzeczą, dzięki której możemy przechodzić grę „po swojemu” jest wybór broni (a jest ich całkiem sporo), wybór umiejętności oraz wybór ulepszeń do broni. Tak, tego ostatniego nie było w poprzedniej części losów naszego zabójcy. Mimo wszystko z tymi ulepszeniami bywa różnie. Kiedy już upatrzycie sobie idealną dla siebie broń i ulepszycie ją pod swoje wymagania, większość innych dodatków (a wypada ich bardzo dużo) po prostu oczekuje na sprzedaż albo na fuzję w kuźni. Jest ich kilkaset i nawet jeśli KAŻDEJ broni nadacie jakieś specjalne właściwości, to tego szmelcu jeszcze Wam zostanie.
Co do szmelcu, to poczułam się urażona faktem, że zbieranie wszystkich możliwych pamiętników czy ciastek z wróżbą kompletnie nic nie daje (prócz dawki śmiechu przy niektórych hasłach) oprócz wciągnięcia się głębiej w historię bohaterów. Pamiętniki pozwalają nam dokładniej zobaczyć co działo się ze światem przed, w trakcie i po samym Zderzeniu oraz jaki wpływ ma Zilla na przywrócenie porządku.
Już oglądając trailer gry, możemy dowiedzieć się o kolejnej nowej funkcjonalności, która powinna zaciekawić niejednego gracza — tryb kooperacyjny. Możesz zebrać trójkę swoich znajomych i wspólnie ubijać potwory. Należy natomiast pamiętać, że wraz z ilością dodatkowych graczy zwiększa się poziom naszych przeciwników. Takim oto sposobem grając w trzy osoby na poziomie NORMAL potrafiliśmy mieć problem z ubiciem elitarnych potworów na niektórych misjach.
Pod kątem grafiki niestety nie będę w stanie się wypowiedzieć ze swojego doświadczenia. Osoby, które towarzyszyły mi przez większość historii na streamach wiedzą, że zmuszona byłam grać na minimalnych wymaganiach, gdyż... cóż... mój laptop do najlepszych nie należy. Pomimo mocno okrojonej grafiki była ona przyjemna dla oka i nie miałam przez to problemów z ogarnięciem tego, co się dookoła mnie dzieje (jak to potrafiłam mieć kiedyś w The Elder Scrolls V: Skyrim).
Rzecz, na której natomiast mogłam się skupić i urzekła mnie od pierwszego uruchomienia gry to ścieżka dźwiękowa. Japońskie śpiewy i azjatyckie instrumenty to coś, co nie dość, że musi pasować do tej gry, to jeszcze wpada w ucho. Takimi dwoma najlepszymi przykładami jest właśnie utwór z menu głównego oraz z lokacji Ameonny. Prócz tych utworów oczywiście w walkach otrzymujemy mocne brzmienia gitary i trochę elektroniki, a na sam koniec, czyli na walkę z bossem oraz na napisy końcowe pojawiają się również dwa bonusy, które są przyjemne dla ucha.
Podsumowując, Shadow Warrior 2 jest grą wartą uwagi (i wydanych pieniędzy). Jeśli interesuje Was wielka masakra na ogromnej ilości przeciwników niczym w Borderlands (gdyż przez część znajomych do tej serii została ona porównana) oraz lubicie eksperymentować z rozwojem postaci przy ogromnych wyborze broni i umiejętności — jest to gra idealna dla Was. Poza tym osoby, które nie boją się wyzwań, mają dodatkową zabawę w postaci poziomów zwanych Udręką, odblokowanych w zależności od poziomu rozwoju Lo Wanga. Rzecz, która jedynie może rozczarować to bardzo łatwe starcie z głównym bossem, przez co zmuszona byłam zaniżyć ocenę ogólną gry.
Ocena ogólna: 8,5/10
Źródło: gog.com




Komentarze
Prześlij komentarz